A A A

Zimowy Rajd Włóczykijów

Dnia 14 stycznia 2012 nasz Klub Włóczykijów wybrał się na kolejną pieszą wyprawę po okolicy. Tym razem był to rajd zimowy, jak wskazywała data w kalendarzu. Śnieg nie padał obficie, ale nie brakowało go. Było mroźno, nawet bardzo, a ziemię przykrywała cienka warstwa białego puchu.

Uczestnicy rajdu spotkali się przy pętli autobusowej na ul. Rzymowskiego. Wszystko odbywało się zgodnie z przepisami czy procedurami, jak kto woli: Pani W. rozdała nam znaczki, Pan C. sprawdził, czy wszyscy są obecni, a następnie wszyscy nauczyciele uczestniczący w rajdzie ustawili nas w szeregu i tak ruszyliśmy w długą, męczącą drogę.

Pierwszym celem wyprawy była miejscowość Bierkowo (nazwa nie ma nic wspólnego z grą w bierki!). Wędrowaliśmy przez pola, łąki i lasy. Na wielkim polu, które mijaliśmy, stały dziwne budynki zasługujące na większą uwagę, np. opuszczona i bardzo zniszczona fabryka z wielkim kominem, albo pałac, który również wyglądał na porzucony oraz liczne, opustoszałe szklarnie z powybijanymi szybami. Wszystko, co stało na tym polu wydawało się opuszczone i bez życia. Jedynie ziemia, pokryta gdzieniegdzie śniegiem, a w innym miejscu czarna i obsadzona drzewami wydawała się żyć własną historią.

Po około godzinie dotarliśmy do małej miejscowości z uroczym kościółkiem. Zatrzymaliśmy się przy nim na chwilę. Niestety nie na długo, bo przewodnik bardzo się spieszył. Kiedy wyszliśmy z wioski udaliśmy się do lasu, którym szliśmy przez dłuższy czas. Gdzieś na końcu tego lasu zrobiliśmy pierwszą dłuższą przerwę. Dzieci padały z nóg. Zjedliśmy przeróżne łakocie i wszystko, co kto miał ze sobą, a następnie udaliśmy się w dalszą drogę.

Szliśmy przez las, mijaliśmy wzgórza, na których stały wiatraki-maszyny oraz przechodziliśmy obok wielkich kałuży, w które niejeden dzieciak (celowo) wdeptywał. Wreszcie dotarliśmy do celu naszej wyprawy miejscowości Bierkowo. Co prawda była dopiero połowa drogi, ale dzieci cieszyły się, że dotarliśmy tu bez przeszkód. Mijaliśmy fabrykę trybików czy krzywików (nie pamiętam dokładnej nazwy), której właściciel ma ponoć okazały dom za ogromnym murem naprzeciwko fabryki, a do swojej firmy podjeżdża samochodem. Niestety nie zwiedziliśmy tej fabryki, bo nie był to cel naszej wyprawy. W końcu to jest rajd krajoznawczy a nie fabryczny!

Kiedy wyszliśmy z wioski, wędrowaliśmy jeszcze trochę lasem, aż do kolejnego przystanku. Druga przerwa była również ukojeniem dla zmęczonych nóg, ale nie tak bardzo jak pierwsza. Po kilku minutach opuściliśmy polanę i las, wędrując przez pole. Po drodze nie było raczej wiele do oglądania czy podziwiania, dopóki nie doszliśmy do małej wioski z boiskiem i kościołem. Tam była kolejna przerwa na odpoczynek. Napiliśmy się wtedy herbatki i zjedliśmy to, co nam zostało, a później ruszyliśmy w stronę cmentarza. W tyle znajdowały się działki, przy których zrobiliśmy sobie ostatnią przerwę na wypoczynek i posiłek. Zjedliśmy grochówkę z chlebem, a potem ruszyliśmy w kierunku kina Rejs, gdzie był koniec naszej podróży.

To był naprawdę ciekawy rajd, a przy tym bardzo rozruszaliśmy nasze kości w nowym roku. Nasze rajdy są zawsze wspaniałą przygodą i sprawiają, że można się dobrze oraz zdrowo bawić.