A A A

RAJD STYCZNIOWY - KRĘPA SŁUPSKA

Witajcie Zakochani w Rajdach z „Włóczykijem”!

 

Tym razem postaram się Wam wyjaśnić tajemnicę kolejnego wspaniałego rajdu zimowego z „Włóczykijem”. Rajd ten zasłynął ze swej niezwykłej tajemniczości i ekstremalnych warunków podczas całej drogi, a zaczęło się tak.

 

Epizod I „ Ku nieznanym szlakom”

Autobus czekał na nas przed szkołą. Trasa wiodła do Krępy i w tej miejscowości rozpoczęliśmy wędrówkę. Podążaliśmy najpierw polną drogą w kierunku północnym.

Na początku trasa była bardzo łatwa: droga przyjemna, szum wiatru w uszach, po obu stronach - aleje buków. Nic piękniejszego! Wśród dzieci krążyły jakieś szepty i pogłoski, ale nie miałem czasu, by dokładniej im się przysłuchiwać. Jako że byłem jedyny z mojej klasy (niech żyje 5c!), to postanowiłem dowiedzieć się czegoś więcej o innych uczestnikach wyprawy. W tym celu zagadnąłem pewnego chłopca z grupy. Okazało się, że ów młodzieniec (starszy ode mnie) podążał tą drogą już przed dwoma laty i to w tym samym dniu, co dzisiaj. Z jego relacji wynikało, że co roku na tym szlaku ktoś w tajemniczy sposób nagle znikał z drogi. Wiem, że to Was mało interesuje (NA RAZIE),  wkrótce wszystko Wam wytłumaczę.

 

Epizod II „Gdzie się podział lód?”

Oj, trudna sprawa z tym znikaniem a właściwie z lodem! Otóż, ten chłopak zaczął opowiadać trochę od rzeczy, więc mu przerwałem i spytałem konkretnie, co z tym znikaniem i o jaki lód chodzi? Ale on odpowiedział mi tylko jednym słowem: Komplikacja!

Co śmieszniejsze, w chwili gdy wypowiedział to słowo, pośliznąłem się, a mój aparat fotograficzny spadł na ziemię, po czym odbił się od grubej pokrywy lodu i posunął po niej jak na saniach. Na szczęście wszystko skończyło się pomyślnie i odzyskałem swój aparacik. Od tej pory droga była bardzo oblodzona. Z trudem posuwaliśmy się do przodu. Rozbawiony towarzysz wyprawy wydusił z uśmiechem: „To jest właśnie komplikacja”. Kiedy ja i mój aparat, a właściwie aparacik (fotograficzny oczywiście), wyszliśmy cało z jazdy figurowej na lodzie, młodzieniec postanowił mi dokładniej wyjaśnić tajemnicę komplikacji. Otóż – mówił jak mędrzec: „Trzy lata temu mieliśmy ferie jako pierwsi!. Rok później drudzy, a ostatnio – jako trzeci. W tym roku znowu jesteśmy pierwsi. W roku 2008 był tu lód, potem przez dwa lata go nie było, a dziś znowu jest”. Dziwne brzmiały jego słowa zwłaszcza, że potem wywiązała się pomiędzy nami mała sprzeczka co do lodu, ale może za rok uda mi się sprawdzić, czy wywody tego starszego ode mnie młodzieńca były prawdziwe?

Ale przejdźmy do kolejnego etapu naszej podróży.

 

Epizod III „Tajemnice znad mostu”

Czas na przerwę, a konkretnie postój. Obok nas płynie rzeka Słupia. Ludzie mówią,

że krąży o niej legenda o zatopionym zamku, który co sto lat wyłania się z głębi ludzkiej podświadomości. Ale tym razem będzie to tajemnica zatopionych cukierków i kaczce, która wpływając pod most już spod niego nie wypłynęła. Dziwnie, no nie?

Postój dla wielu dzieci oznaczał odpoczynek, zaś dla mnie był to idealny czas na wychwycenie kilku ciekawych informacji. Ta przerwa była najdłuższa ze wszystkich, więc uczestnicy nie tracili czasu na rozmyślanie, tylko od razu rzucili się na zabrane na wycieczkę łakocie: różne przysmaki, karmelki, czekoladki, kanapki, lizaczki, soczki itp., itd. Niektórzy urządzili sobie turniej, kto dalej rzuci śnieżką, a inni postanowili zaryzykować, biorąc udział w konkursie. Ja zająłem się zaś tajemnicą zatopionej torebki żelek, którą zgłosił mi dobrze już mi znany młodzieniaszek. Widząc moją uśmiechniętą minę, podbiegł do mnie natychmiast i zaczął żalić się na swój nieszczęśliwy los bez cukierków. Błagał mnie o pomoc w ich odnalezieniu, chociaż sam nie wiedziałem, jak można było tak mocno przeżywać stratę paru cukierków. No cóż, wypadało mu pomóc. Szukaliśmy, szukaliśmy i … nie znaleźliśmy. Z wielkim smutkiem chłopak podziękował mi za pomoc, a następnie z uśmiechem na twarzy wyjął torebkę cukierków. „Żartowałem”- odezwał się chłopak i dodał: „Fajny jesteś”, a ja mu na to: „Wiesz co, dziwny jesteś”. Potem trwała koleżeńska utarczka słowna i .... Panie zapowiedziały koniec przerwy. Jedna z naszych Pań zaproponowała, by zrobić grupowe zdjęcie na moście. Wtedy odkryłem bardzo dziwne zjawisko. Czy to siły nadprzyrodzone, czy może po prostu zwykłe przewidzenie? Chodziło o kaczkę! Kaczka, ptak wodno-lądowy, nic nadzwyczajnego, lecz ta kaczka nagle znika - to już jest sensacja! Wyobraźcie sobie teraz, że jesteście w parku i oglądacie ptaki przepływające pod mostem,  na przykład kaczki albo łabędzie? Czy któreś z tych ptaków nie wypływa spod obiektu?? Sprawdźcie!

W następnym sprawozdaniu dostaniecie odpowiedź.

 

Epizod IV „Na koniec”

Powoli zbliżaliśmy się do końca naszego rajdu. Przerzedzony zimą las i zamarznięte jezioro żegnały się z nami, chyba niechętnie. Być może byliśmy ich jedyną atrakcją do oglądania. My jednak przyspieszyliśmy kroku, by być szybciej w autobusie.

Na koniec dodam tylko, że jedliśmy pyszną grochówkę i to gdzie – na rondzie! W Słupsku, gdybyśmy tak stanęli sobie na rondzie, to by było coś! Może by nawet policja przyjechała, ale na wsi – nikogo to nie dziwiło.

Podróż do miasta upłynęła spokojnie i przyjemnie. Grochówka rozpływała się nam leniwie w żołądkach, a niektórzy układali się na siedzeniach autobusu, jakby chcieli sobie trochę wraz z grochówką poleniuchować. To był kolejny wesoły rajd, rozpoczynający nasze zimowe ferie!

Pozdrawiam i do następnego razu

Dr Głuszec