A A A

RAJD NADMORSKI 19.V.2012.

 

RAJD  NADMORSKI  19.V.2012.

 

Dnia 19 lutego 2012 nasza szkoła udała się na kolejną wędrówkę.

Nazwa rajdu brzmiała tym razem „Rajd Nadmorski”. Jechaliśmy autobusem kilkanaście kilometrów do małej  miejscowości nad morzem. Nie pamiętam nazwy, jakaś wioska. Kiedy wysiedliśmy z autokaru, nasi opiekunowie rozdali nam znaczki uczestnika rajdu, a następnie wyruszyliśmy w drogę, ustawiając się w parach. Szliśmy dość długo poboczem drogi, a potem skręciliśmy w piaszczystą, leśną ścieżkę. W powietrzu już wyraźnie czuć było wiosnę. Słońce świeciło pięknie, ptaki ćwierkały, kwitły mlecze, a i komary dawały nam o sobie znać.

Nagle, podczas wędrówki jeden z uczestników rajdu natrafił na żmiję! Krzyczał,  że była to żmija zygzakowata!!! i ..., że pełzała sobie spokojnie po ścieżce. By ją ocalić przed rozdeptaniem przez pozostałych uczestników rajdu, kolega przesunął ją za pomocą jakieś gałęzi w bezpieczne miejsce. Po drodze jeszcze długo zastanawiałem się, czy naprawdę była to żmija, czy może jednak jaszczurka, a może zwykła dżdżownica?

Nasza wędrówka nie trwała długo, gdyż właściwie już po kilku minutach, opiekunowie zatrzymali nas i zaproponowali zbieranie kamieni i patyków, z których mieliśmy ułożyć na plaży napis: „KTP MIKOŁAJEK”. Zadanie wydawało się banalne, a jednak okazało się dość czasochłonne. Kiedy zrobiliśmy już owe napisy, do każdej z grup podchodzili opiekunowie, robili zdjęcia, coś do siebie po cichu mówili i coś tajemniczego zapisywali. Jednak, nikt nas nie poinformował, kto wygrał, czy w ogóle był to jakiś konkurs i prawdę mówiąc, do dziś tego nie wiem. Wydaje mi się, że jednak nie był to konkurs, lecz zwykła przerwa w wędrówce. Niemniej, podczas zbierania patyków i kamieni była odczuwalna atmosfera rywalizacji.

 

Po tej zabawie udaliśmy się w dalszą drogę. Minęliśmy jakiś obiekt i dotarliśmy do piaszczystych wydm. Przechodziliśmy przez starą (ponoć jeszcze poniemiecką) kładkę. Po obu stronach rozciągały się wydmy, częściowo już porośnięte roślinnością. Wydmy są piękne.

Dalej szliśmy już tylko lasem, lasem kleszczy! Wydawało się nam, że wszędzie były kleszcze i moi koledzy tylko o tym rozmawiali. „Oooo, masz kleszcza na plecach. A Ty też masz, ooo.” Na moim koledze naprawdę dostrzegłem   dziwnego robaka, być może był to kleszcz, ale na szczęście koleś w porę usunął intruza. Kleszcze są bardzo niebezpieczne. Mówi się, że roznoszą różne choroby, a zwłaszcza boreliozę. Po powrocie obserwowałem, czy nie mam gdzieś zaczerwienienia skóry. Bałem się, że jakiś kleszcz mógł mnie ugryźć.

 

Na koniec wędrówki był odpoczynek, ognisko i kiełbaski. Przerwa ta trwała dosyć długo. Kompletnie straciłem tam poczucie czasu. Większość dzieci wylegiwała się spokojnie pod drzewami, opędzając się od czerwonych mrówek. W końcu jednak wyruszyliśmy w drogę powrotną. Droga do autobusu zajęła nam nie więcej niż pięć minut. Tak właśnie zakończyła się nasza wyprawa nadmorskim szlakiem.